• Wpisów: 238
  • Średnio co: 9 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 19:34
  • Licznik odwiedzin: 54 089 / 2339 dni
 
directioners14
 
     To wszystko zaczęło się niewinnie. Xavier był wymarzonym chłopakiem jak dla mnie, czuły, delikatny, nienachalny, do czasu. Przyjaciel Xaviera miał dzisiaj urodziny, więc nie wypadało tam nie pójść, bardzo cieszyłam się nawet, że w końcu wyrwę się z domu od jakiegoś czasu, było mi to bardzo potrzebne. Zostały jeszcze tylko dwie godziny, dlatego też musiałam zacząć sie przygotowywać, on nigdy nie lubił gdy się spóźniałam. Wyprostowałam włosy, zrobiłam sobie make-up po czym założyłam białą sukienkę bez ramiączek z lekkimi różowymi kwiatkami, kurtkę dżinsową i baletki. Założyłam jeszcze kilka bransoletek, naszyjnik z litera " X " i kolczyki po czym skierowałam się na schody, gdy usłyszałam Xaviera rozmawiającego z moim tatą.
- Pamiętaj, masz ją pilnować, nie zostawiać zbyt wieloma chłopakami samej a najważniejsze, nie ma kochana się, jasne ? - stałam nadal na schodach i wsłuchiwałam się w słowa taty i śmiałam się sama do siebie.
- Tak, jasne proszę pana. Przeciez już nie raz z nią wychodziłem, nic sie jej nie stanie - odpowiedział Xavier.
- Wiesz dobrze czemu ci już nie ufam, nadal nie moge uwiezyć, że kilka razy do tego stopnia się posunąłeś - odparł tata. Postanowiłam w końcu zejść i tak zrobiłam, powolnymi krokami zeszłam do nich, uśmiechnęłam się i przytuliłam go do siebie.
- Bądź grzeczna - zażartował tata po czym przytulił mnie i wyszliśmy. Wsiadłam do samochodu i zapięłam pasy. Xavier odpalił samochód po czym ruszyliśmy.
- Czemu powiedziałaś o tym ojcu ? - spytał nie zerkając na mnie ani raz. Był najwidoczniej zły.
- Sam się domyślił, nie jest aż taki głupi jak ci się to może wydawać. - odpowiedziałam spokojnie poprawiając sobie sukienkę.
- Mam dosyć tego jak nas kontroluje, nie masz już przecież 7 lat, ale 17. Powiedz temu staremu zgredowi żeby dał ci spokój - uniósł lekko głos a mnie przeszedł dziwny dreszcz.
- Nie mów tak o nim, choćby nie wiem co, to jest mój ojciec. I kocham go, troszczy się o mnie, bo jestem jedyną osobą która mu została, a on moją  - wydukałam i powstrzymywałam się od płaczu. Sama nie wiem dlaczego chciało mi się płakać.
- Masz mnie. A ten twój tatuś niech sobie w końcu znajdzie jakąś laskę i będzie dobrze - powiedział i przyspieszył nieco.
- Jesteś bezczelny. Jesteś kretynem, idiota i dupkiem i nie wiem dlaczego nadal z tobą jestem i nadal cie kocham. Tak ci przeszkadza mój ojciec ? To że jest troskliwy? Zerwij ze mną, prosze bardzo, droga wolna. Ja na smyczy cię nie trzymam. Wystarczą 3 słowa i będziesz wolny. W końcu tyle lasek lepi się do ciebie - krzyknęłam ze złością po czym odwróciłam głowę w drugą stronę by nie musieć na niego patrzeć.
- Zachowujesz się jak głupi bachor.  Nie zerwę z Tobą, bo chcę cie mieć dla siebie i choćby nie wiem co, ty sie mnie nie pozbędziesz - zaśmiał się w ten irytujący sposób i przesunął swoją reką po mojej nodze od kolana w górę.
- Zamknij się i rece przy sobie dupku - warknęłam ocierając łzy i wyciagając telefon.
- Po co ci ten telefon? - spytał.
- Nie twoja sprawa - wymamrotałam cicho.
- A może piszesz do jakiegoś swojego innego kochasia że pocieszenia potrzebujesz co ? - spytał bezczelnie.
- Żebyś wiedział, mój kochaś to Angel. - nabrałam powietrza i nie mogłam doczekać się kiedy dojedziemy. Siedzieliśmy już bez słowa aż do przyjazdu, wysiadłam z samochodu a Xavier stanął obok mnie i złapał za rękę.
- Prosze, jaki teraz miły. Wszystko na pokaz - syknęłam przewracając oczami. Siedzieliśmy przy jednym stoliku z jego kumplami i ich dziewczynami, Potem wszyscy się rozeszli więc my też. Xavier stał ze swoimi " koleżankami ", widać było że  one z nim flirtują. Mimo że mnie wkurzał, kochałam go i byłam zazdrosna.
- Chodź, potańczymy - uśmiechnęłam się z przymusu.
- Nie widzisz że rozmawiam ? - odpowiedział chłodno nie spoglądając nawet na mnie.
- To rozmawiaj, ja ide się czegoś napić - powiedziałam, ale nie potrzebnie i tak mnie nie słuchał. Wzięłam szklankę i nalałam sobie do niej ponczu. Stałam tak wpatrując się we wszystkich. W końcu wróciłam do pokoju gdzie był Xavier, ale jednak nie zobaczyłam go tam gdzie wczesniej. Siedział teraz na kanapie, całował się i obmacywał jedną z tych jego " koleżanek ". Podeszłam do nich i skrzyżowałam ręce.
- Dobrze całuje ? - spytałam wpatrując się w niego.
- Co? Lily, nie, to znaczy..
- Wiesz, nie tłumacz się. Fajnie, że tak bardzo mnie kochasz. Nie ma to jak bezwarunkowa miłość. - powiedziałam i czułam jak mój podbródek trzęsie się, co zapowiadało płacz. I tak też się stało, łzy popłynęły z moich oczu.
- Ej, mała przepraszam - wstał i zbliżył się do mnie jednak go odepchnęłam.
- Nie dotykaj mnie. Wiesz że już nie raz przez ciebie cierpiałam, wszystko ci wybaczałam, a ty dalej robisz wszystko żebym sie czuła jak zwykła idiotka ? - wydukałam - nie ty zerwiesz ze mną, ale ja tak. Z nami koniec Xavier - dodałam po czym wyszłam z tego domu i usiadłam na jakimś murku w ogrodzie. Zastanawiałam się dlaczego dawno tego nie zrobiłam. Wytarłam łzy i czekałam na koniec, wchodzić tam już nie chciałam.
- Coś nie tak ? - usłyszałam nagle jakiś głos i odwróciłam się żeby zobaczyć do kogo należy.
- Nie, dlaczego ? - uśmiechnęłam się.
- Myślałem że płaczesz. Siedzisz tutaj sama - popatrzył na mnie lekko zmieszany.
- Nie, jestem śpiąca i dlatego też tak wyglądam - odpowiedziałam od razu, niezłe kłamstwo - pomyślałam.
- Czemu tutaj sama siedzisz ? - uśmiechnął się i przysiadł się do mnie.
- Tak jakoś - nie chciałam mu powiedzieć prawdy, przecież nawet go nie znałam. - A ty, na imprezę przyszedłeś czy ? - uniosłam brew do góry.
- Przyjechałem po siostrę, ale ona stwierdziła że miałem tutaj być dopiero za 40 minut i że jeszcze nie wyjdzie. - zaśmiałam się a ja z nim.
- No tak, fajna impreza urodzinowa więc po co wychodzić wcześniej prawda - popatrzyłam na niego i od razu odwróciłam wzrok. Miał taki ładny uśmiech i oczy pełne radości.
- Jak masz na imię ? - spytał.
- Zgaduj zgaduj. Mamy czas - uśmiechnęłam się lekko.
- Amy, Vanessa, Jessica ? - popatrzył na mnie.
- Nie, nie i nie. - zachichotałam.
- Jakaś podpowiedź ? - zaśmiał sie sam.
- Nie bo będzie zbyt łatwo.
- No prosze cie - zrobił smutne oczka a ja uległam, mam zbyt dobre serce.
- Pewien kwiat sie tak nazywa - mrugnęłam do niego.
- Rose, Daisy.. ? - zrobił dziwną minę. - Chyba nie Lily ?
- Tak, dobrze ! Lily Moore, miło mi - podałam mu rękę.
- A ja Zayn Malik - uścisnął lekko moją dłoń i popatrzył na mnie dziwnie.
- Coś nie tak ? - uśmiechnęłam się.
- Skąd masz tyle siniaków ? - spytał.
- Ja ? - zrobiłam wielkie oczy - wiesz, bardzo lubie jeździć na rolkach, ale gdy robisz to z przyjaciółką, jest niebezpiecznie - dodałam.
- No tak - mruknął i uśmiechnął się znowu.
Po chwili przyszedł mi sms, tata napisał że zaraz przyjedzie, ponieważ prosiłam go o to, nie powiedziałam dlaczego, tylko że boli mnie głowa.
- Wiesz, ja już będę musiała iśc. Miło było mi cię poznać, Zayn - powiedziałam cicho po czym wstałam i zrobiłam kilka kroków.
- Lily, zaczekaj.
- Tak ? - odwróciłam się.
- Dasz mi swój numer ? - spytał z nadzieją w oczach, co było widać.
- Jasne - odparłam po czym wpisałam sój numer do jego telefonu i poszłam. Tata przyjechał po 5 minutach.
- Co było prawdziwym powodem ? - spytał nagle.
- Za dobrze mnie znasz - zasmiałam się - zerwałam z Xavierem.
- I bardzo dobrze, szczerze miałem go dosyć - uśmiechnął się do mnie.
- Ale wiesz, poznałam takiego fajnego Zayn'a, naprawdę miły chłopak. Ale nie wiem czy chce z kimś być. Poprosił mnie już o numer - szturchnęłam tate, uwielbiałam go denerwować.
- Oh Lily, trzeba być tobą żeby w ten sam dzień zerwać z chłopakiem i flitować z innym - zaśmiał się tata i rozmawiajac tak ze sobą wróciliśmy do domu.

----------------------------------------------------

Pierwszy zawsze jest najbardziej nudny, ale ja od razu chciałam żeby w nim pojawił sie Zayn, może i pod koniec, ale to nic. Miłego czytania kochani ;)

                                                  - Buziaki ♥

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego